Amerykanie ostrzegli Iran przed Izraelem

Dodano:
Flagi: USA, Izrael, Iran Źródło: PAP/EPA / Unplash
Do niecodziennej sytuacji doszło w Iranie. Wysocy rangą przedstawiciele administracji USA ostrzegli Teheran przed możliwym zamachem ze strony Izraela. Amerykanie obawiali się eskalacji.

Stanom Zjednoczonym zależy bowiem na kontynuowaniu rozmów dyplomatycznych. Przeprowadzenie zamachu mogłoby oznaczać ich przerwanie.

Jak podaje dziennik "The Washington Post", powołującego się na obecnych i byłych urzędników amerykańskich, celem zamachu mieli być dwa irańscy negocjatorzy – Mohammad Ghalibaf i Abbas Aragczi. Obawy Stanów Zjednoczonych były na tyle poważne, że ostrzeżenie ze strony Waszyngtonu zostało przekazane Teheranowi za pośrednictwem negocjatorów.

Co oznaczałoby zabicie negocjatorów przez Izrael?

Nie ujawniono, kiedy Amerykanie przekazali ostrzeżenie w tej sprawie, ale cytowany w tekście "The Washington Post" dyplomata wskazuje, że urzędnicy z Waszyngtonu już w marcu apelowali do Izraela o zaprzestanie dokonywania ataków na czołowych przedstawicieli państwa irańskiego.

Jak zaznaczył informator amerykańskiego dziennika: "Jeśli zabijesz tych ludzi, zabijesz pragmatyków".

Zabicie negocjatorów oznaczałoby nie tylko koniec rozmów, ale również eskalację konfliktu zbrojnego.

Stany Zjednoczone tłumaczą się z ataku

Tymczasem strona amerykańska wyjaśnia sprawę jednego z ataków na Iran. Chodzi o uderzenie w szkołę podstawową dla dziewcząt Shajareh Tayyebeh w irańskim Minab, do którego doszło 28 lutego, pierwszego dnia amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi.

Według organizacji Airwars udało się potwierdzić tożsamość 157 ofiar, w tym 123 dzieci. Inne źródła, w tym irańskie władze, podają, że zginęło co najmniej 175 osób. Wśród ofiar było także 26 pracowników szkoły, w tym jedna ciężarna nauczycielka, oraz rodzice, którzy przyszli odebrać dzieci.

Kluczowe ustalenia pojawiły się dopiero po kilku miesiącach. Jak podały "New York Times" i Bloomberg, wojsko planując atak korzystało z nieaktualnych map, według których teren szkoły nadal figurował jako część kompleksu wojskowego Gwardii Rewolucyjnej. W rzeczywistości szkoła została oddzielona od bazy ponad 10 lat temu. Na zdjęciach satelitarnych widać nowe ogrodzenie, plac zabaw, boisko i charakterystyczne niebiesko-różowe ściany budynku. Dziennikarze ustalili też, że jeden z analityków amerykańskiego wywiadu już siedem lat temu oznaczył budynek jako szkołę. Informacja trafiła jednak do osobnego systemu cyfrowego, który nie był połączony z oficjalną bazą danych wykorzystywaną do wyznaczania celów. W efekcie dowódcy nie mieli dostępu do aktualnych danych.

Źródło: RMF 24 / PAP, Gazeta Wyborcza, The Washington Post, The New York Times, Bloomberg, DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...